Podchodziliśmy do tej wycieczki kilka razy i zawsze coś wyskakiwało. A to pogoda, a to przeziębienie, a to dzień krótki. Właśnie minęła 3.00 nad ranem, słońce niedługo wstanie, więc tym razem na dobre rozpoczynamy przygodę. Plan jest taki, że jedziemy Golfiną do Szczawnicy, albo okolicy. Tam porzucamy samochód i kręcimy korbą na wschód w stronę Beskidu Sądeckiego. Razem z Sabinką chcę obskoczyć trzy górki, w trzy dni. Ile z tego uda się ugryźć, to wyjdzie w praniu bo kondycyjnie i zdrowotnie jakoś wybitnie nie stoimy. Faktycznie, mało kilometrów zrobiliśmy w tym sezonie, ale liczę że nie za mało ;).
Relacja na bieżąco z drogi powinna pojawić się w następnym poście. Wiadomość pójdzie przez MMS, jak technika nie nawali ;). Życzcie nam siły i wyjałowionych terenów od kleszczy.
Pozdrawiamy
O blogu
Witam na blogu rowerowo-podróżniczym. Powstał on z myślą, aby wreszcie w jednym miejscu umieścić relacje i zdjęcia z wyjazdów, w których uczestniczyłem. W tym miejscu będę zamieszczał informacje ze swoich bieżących wycieczek, tych mniejszych i tych większych. Tytuł blogu, umieszczony powyżej nie bez powodu tak brzmi, bo rower to nie tylko rozrywka na niedzielne popołudnia, ale i świetny środek transportu do poznawania nowych miejsc. Świat postrzegany z rowerowego siodełka jest inny niż ten widziany przez szybę samochodu. Aby przekonać się o tym nie trzeba mieć formy zawodowego kolarza, ani drogiego roweru, wystarczy być otwartym i gotowym na przygody.
czwartek, 4 czerwca 2015
sobota, 23 maja 2015
THE TWINS III - Rowerowa Gra Miejska
Całe wieki mnie tu nie było, ale najzwyczajniej w świecie nie było czasu. Wreszcie przełamałem impas "zarobiony jestem" i postanowiłem zapisać Sabinkę i siebie do Rowerowej Gry Miejskiej organizowanej przez Sekcje Turystyki Rowerowej CSIR UR tzw. STRURZ. To już trzecia edycja tej imprezy. Na starcie zjawiło się 30 drużyn, głównie młodzieży uczącej się na studiach, ale my jako dwa wapniaki nie zamierzaliśmy łatwo oddać wygranej. Stwierdziliśmy, że naszym największym atutem i przewagą nad konkurencją będzie znajomość Rzeszowa i błyskotliwość w odgadywaniu kolejnych zagadek - nie zawahaliśmy się tego użyć.
Na czym polegał start w całej tej imprezie ??, a no na tym, że po odprawie co 2,5 minuty startują kolejne zespoły składające się z dwóch osób. Na starcie dostajesz wskazówkę w kopercie z informacją, gdzie znajduje się pierwszy punkt kontrolny z sędziami. Jak wiesz gdzie to jest, to co sił w nogach pędzisz tam na rowerze (nie można oszukiwać i jakiekolwiek podjeżdżanie samochodem czy hulajnogą jest zabronione). Na każdym punkcie kontrolnym dostajesz informację gdzie masz dalej jechać, także w trakcie wyścigu nie wiesz ile jest punktów kontrolnych, ani nawet nie wiesz gdzie jest meta. To wszystko na bieżąco odkrywasz. Rzecz jasna poruszasz się na rowerze zgodnie z przepisami ruchu drogowego, czyli po chodnikach, po ulicach, po błocie, czasami pod prąd, a czasami na "głębokim żółtym" ;). Miasto na czas wyścigu dalej żyje i trzeba uważać, a to którędy jedziesz do kolejnych punktów to zależy tylko od drużyny, Najważniejsze jest stawianie się na kolejnych punktach kontrolnych. Czasami znalezienie ich nie jest proste bo żeby wiedzieć gdzie one są to musisz rozwiązać rebus, łamigłówkę, albo zadanie z liczbami. Innym razem na punkcie kontrolnym nie ma ani jednego sędziego i żeby wiedzieć gdzie jechać dalej musisz wyciągnąć kartkę, którą dostałeś na starcie i wydedukować rozwiązanie z rozkładu jazdy MPK. Nie zaliczenie, któregoś z punktów kontrolnych to karne minuty doliczane na mecie.
W tegorocznej edycji było 15 punktów kontrolnych, aby je wszystkie zaliczyć pokonaliśmy z Sabinką 32 km w czasie 2:08:42. Przyznaję, że na końcówce czuliśmy już uda i byliśmy nie tyle spragnieni co najzwyczajniej w świecie głodni. Na szczęści organizatorzy zadbali o katering i na finiszu serwowali darmową Polską Kiełbasę Dla Ludu z klasyka gatunku czyli furgonetki Nysy. Z naszym wynikiem zajęliśmy 6 miejsce. Do zwycięzców zabrakło nam 15 minut. Dużo, nie dużo ale liczy się dobra zabawa i tu brawa dla STRURZA za świetną organizację imprezy. Za rok też spróbujemy wystartować.
Poniżej trasa z loggara GPS, którą przemierzyliśmy. W tej edycji punkt startu i mety był w tym samym miejscu, na Zalesiu
Zdjęć za wiele nie mamy bo faktycznie większość uwagi skupiliśmy na wyścigu
Tuż przed odprawą
Na starcie ekipa "Rozjechanych"
Katering na mecie
Medale dla zwycięzców
Na czym polegał start w całej tej imprezie ??, a no na tym, że po odprawie co 2,5 minuty startują kolejne zespoły składające się z dwóch osób. Na starcie dostajesz wskazówkę w kopercie z informacją, gdzie znajduje się pierwszy punkt kontrolny z sędziami. Jak wiesz gdzie to jest, to co sił w nogach pędzisz tam na rowerze (nie można oszukiwać i jakiekolwiek podjeżdżanie samochodem czy hulajnogą jest zabronione). Na każdym punkcie kontrolnym dostajesz informację gdzie masz dalej jechać, także w trakcie wyścigu nie wiesz ile jest punktów kontrolnych, ani nawet nie wiesz gdzie jest meta. To wszystko na bieżąco odkrywasz. Rzecz jasna poruszasz się na rowerze zgodnie z przepisami ruchu drogowego, czyli po chodnikach, po ulicach, po błocie, czasami pod prąd, a czasami na "głębokim żółtym" ;). Miasto na czas wyścigu dalej żyje i trzeba uważać, a to którędy jedziesz do kolejnych punktów to zależy tylko od drużyny, Najważniejsze jest stawianie się na kolejnych punktach kontrolnych. Czasami znalezienie ich nie jest proste bo żeby wiedzieć gdzie one są to musisz rozwiązać rebus, łamigłówkę, albo zadanie z liczbami. Innym razem na punkcie kontrolnym nie ma ani jednego sędziego i żeby wiedzieć gdzie jechać dalej musisz wyciągnąć kartkę, którą dostałeś na starcie i wydedukować rozwiązanie z rozkładu jazdy MPK. Nie zaliczenie, któregoś z punktów kontrolnych to karne minuty doliczane na mecie.
W tegorocznej edycji było 15 punktów kontrolnych, aby je wszystkie zaliczyć pokonaliśmy z Sabinką 32 km w czasie 2:08:42. Przyznaję, że na końcówce czuliśmy już uda i byliśmy nie tyle spragnieni co najzwyczajniej w świecie głodni. Na szczęści organizatorzy zadbali o katering i na finiszu serwowali darmową Polską Kiełbasę Dla Ludu z klasyka gatunku czyli furgonetki Nysy. Z naszym wynikiem zajęliśmy 6 miejsce. Do zwycięzców zabrakło nam 15 minut. Dużo, nie dużo ale liczy się dobra zabawa i tu brawa dla STRURZA za świetną organizację imprezy. Za rok też spróbujemy wystartować.
Poniżej trasa z loggara GPS, którą przemierzyliśmy. W tej edycji punkt startu i mety był w tym samym miejscu, na Zalesiu
Zdjęć za wiele nie mamy bo faktycznie większość uwagi skupiliśmy na wyścigu
Tuż przed odprawą
Na starcie ekipa "Rozjechanych"
Katering na mecie
Medale dla zwycięzców
niedziela, 14 września 2014
Pomyśleliśmy o Przemyślu
Beskid Sądecki narazie nam nie wypalił. Ostatnie dni były trochę napięte. Dużo roboty, pogoda nieletnia... aż się chciało wyrwać za miasto i pośmigać w nieco innej scenerii. Pogoda w pierwszą sobotę września dopisywała, więc nie czekając na nic, zdecydowaliśmy się pośmigać z Sabiną po Przemyślu i okolicy. Niby to tylko jeden dzień, w zasadzie kilka godzin, ale zawsze to jakaś odmienność od rzeszowskich bulwarów ;).
Poniżej mapa trasy i link do fotorelacji
Fotorelacja z jednodniówki >>LINK
Poniżej mapa trasy i link do fotorelacji
Fotorelacja z jednodniówki >>LINK
środa, 23 lipca 2014
Rowerowy Beskidek Sądecki
Wróciliśmy do Rzeszowa, upraliśmy łachy, odpoczęliśmy 2 dni i przygotowujemy się do kolejnych wojaży. Tym razem będzie to Beskid Sądecki na rowerach. W 2012 roku miałem okazję przejechać przez niego razem z Grzegorzem. Teraz pojeździmy tam nieco bardziej. Startujemy jutro rano samochodem do Krościenka nad Dunajcem. Tam przypinamy sakwy i ruszamy na rowerach w teren. Udało mi się zejść z wagi bagażu i moje "toboły" ważą tylko 19 kg. Kolejny post pojawi się już z drogi za pośrednictwem MMS (pod warunkiem, że technika nie nawali). Poniżej kilka zdjęć z tatrzańskiego wypadu. Do usłyszenia
Aktualizacja 24-07-2014 16:30
Narazie nie wyjechaliśmy z Rzeszowa. W minioną noc spadło za dużo deszczu, żeby móc spokojnie przemierzać szlaki na rowerze. Czekamy na rozwój sytuacji do piątku i wtedy zobaczymy. Pozdrawiamy
Aktualizacja 25-07-2014 10:30
Odpuszczamy !. Pogoda jest niepewna. O ile w tym momencie nie pada, to szlaki są mokre i błotniste. Żadna frajda zmagać się przypakowanym rowerem z bajorem. Temat narazie porzucamy i rozpakowujemy sakwy :(. Tymczasem poniżej kilka zdjęć z tatrzańskich spacerków.
środa, 4 czerwca 2014
Roztocze, rowerem łuk zatocze - epilog
Miło mi poinformować, że galeria zdjęć z trzydniówki po Roztoczu właśnie została opublikowana. Sam jestem zdziwiony, że nie trwało to pół roku, ale duża zasługa w tym, że jestem aktualnie skazany na wypoczywanie ;).
Zapraszam do fotorelacji. Link poniżej:
http://ciosna.dphoto.com/#/album/076a5s/photo/23731478
Pozdrawiam
Zapraszam do fotorelacji. Link poniżej:
http://ciosna.dphoto.com/#/album/076a5s/photo/23731478
Pozdrawiam
niedziela, 4 maja 2014
Roztocze, rowerem łuk zatoczę - epizod przedostatni
* * *
Podsumowanie
Roztocze jest przyjemną odskocznie od pagórków, ale na dłuższą metę byłoby mi ciężko wytrzymać bez 10%-owych podjazdów. To miejsce jest stworzone do rekreacyjnej jazdy i jak ktoś skupi się tylko na asfaltowych nawierzchniach to spokojnie może kręcić duże dystanse. Spodziewaliśmy się, że będą tu lasy i one rzeczywiście są i to w nadmiarze. Jedziesz 2 km przez las prostą drogą, bierzesz zakręt i znowu jedziesz 2 km przez las. Niestety również i tutaj są spore ilości kleszczy. Przed wejściami do lasów pojawiły się nawet tablice ostrzegawcze. Nie ma żartów z tymi stworzeniami. Staraliśmy się uważać jak tylko się da, momentami może do przesady i udało nam się uniknąć ukąszenia. Na tutejszych terenach jest także dużo byłych kopalni piasku, jak również są miejsca pamięci ofiar II wojny światowej. Czy coś bym poprawił przy następnej wycieczce na Roztocze ??. Tak, zamówiłbym lepszą pogodą :)
Zdjęcia z wyjazdu pojawią się niebawem, a narazie zamieszczam przejechaną trasa na rowerach. Błądzenie i plątanie się pozwoliłem sobie usunąć.
piątek, 2 maja 2014
Roztocze, rowerem łuk zatocze - Dzień 2
Dziś rano obudziliśmy się na ładnej góreczce. Przywitał nas całkiem spory deszczyk. Na szczęście nie trwał on długo i o 11.00 mknęliśmy przez Roztoczański Park Narodowy. Stan dróg, powiatowych jak i gminnych jest wciąż kiepskawy. Momentami to wciąż poklejona sieczka. Nie wiem czy to kwestia pieniędzy, gospodarności czy może zwykłych chęci lokalnych władz - nieważne.
W sercu parku narodowego leży Zwierzyniec. Fajny punkt wypadowy na rowerową wycieczkę, albo na popływanie w tamtejszych stawach. Znowu cieszy fakt wybrukowanych chodników i ładnych mosteczków. Ze Zwierzyńca wyjechaliśmy w kierunku Zamościa tzw. Traktem krasnobrodzkim. Droga wiedzie lasem i jest jak więkość duktów na Roztoczu jest piaszczysta. Trzeba mieć to na uwadze, bo nasze rowery na cienkich oponach po prostu toną w piachu i czasami musimy pchać.
Sam Zamość to nieco inny świat. Rynek i przyległe uliczki są bardzo gustowne. Czuć w tym mieście taki krakowski klimat. Miejsce bardzo zadbane i zdecydowanie warte zobaczenia. Z Zamościa polecieliśmy krajową "74" w kierunku Szczebrzeszyna. Wspięliśmy się na górkę i będziemy biwakować pod zagajnikiem. Jest naprawdę nieźle. Nie licząc poranka, pogoda cały czas dziś dopisywała. Noc szykuje się zimniejsza niż wczoraj. Termometr teraz pokazuje 6°C.
P.S. Wzięcie tylko 2-uch sakw narazie sprawdza się. O wiele łatwiej jest zapanować nad bagażem no i jest lżej. Dobranoc
Sam Zamość to nieco inny świat. Rynek i przyległe uliczki są bardzo gustowne. Czuć w tym mieście taki krakowski klimat. Miejsce bardzo zadbane i zdecydowanie warte zobaczenia. Z Zamościa polecieliśmy krajową "74" w kierunku Szczebrzeszyna. Wspięliśmy się na górkę i będziemy biwakować pod zagajnikiem. Jest naprawdę nieźle. Nie licząc poranka, pogoda cały czas dziś dopisywała. Noc szykuje się zimniejsza niż wczoraj. Termometr teraz pokazuje 6°C.
P.S. Wzięcie tylko 2-uch sakw narazie sprawdza się. O wiele łatwiej jest zapanować nad bagażem no i jest lżej. Dobranoc
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























