O blogu

Witam na blogu rowerowo-podróżniczym. Powstał on z myślą, aby wreszcie w jednym miejscu umieścić relacje i zdjęcia z wyjazdów, w których uczestniczyłem. W tym miejscu będę zamieszczał informacje ze swoich bieżących wycieczek, tych mniejszych i tych większych. Tytuł blogu, umieszczony powyżej nie bez powodu tak brzmi, bo rower to nie tylko rozrywka na niedzielne popołudnia, ale i świetny środek transportu do poznawania nowych miejsc. Świat postrzegany z rowerowego siodełka jest inny niż ten widziany przez szybę samochodu. Aby przekonać się o tym nie trzeba mieć formy zawodowego kolarza, ani drogiego roweru, wystarczy być otwartym i gotowym na przygody.

czwartek, 9 lipca 2015

Kaszkiet Team i słowackie Tatry - (Dzień 3-4)

Był brak wieści bo naprawdę dużo się działo.
We wtorek odwiedziliśmy kolejne słowackie jezioro by zobaczyć jeszcze raz jak to jest z tutejszą wodą. Tym razem było to Liptowskie Morze. Dzika plaża, czysta woda, kamyczki, ludzi niewielu i ten niesamowity widok na Niżne Tatry - w skrócie miazga :). Po kąpieli i lawiracjach pomiędzy węzłami i skrótami, kierowaliśmy się pod samiusieńkie Tatry. W tutejszych wioskach są sklepy chyba jakiejś spółdzielni COOP. Ekspedientki czasami nas nie rozumieją i zamiast sztangli podają nam marchewki. Niestety sklepiki czynne są tak do 17-18. Później wodę do picia można kupić tylko w barach, a tych tu nie brakuje. Problem w tym, że 2€ to za dużo za "mineralną". Zbliżała się pora spania więc rozbiliśmy się pod wioską, żeby w środę rano zrobić zakupy. Jak rozstawialiśmy namiot to byliśmy smaczną pożywką dla wszelkiej maści robali. Nie jesteśmy w stanie doliczyć się ukąszeń. W środę rano jak jechaliśmy do wioski, to złamała mi się śruba mocująca bagażnik. Udało się starą wykręcić i wymienić na przechadzaną. Do Polski powinna dojechać. Upały dalej nam doskwierały, a jakby nie było, to podjazdy też. Dopiero od Szczyrbskiego Jeziora mieliśmy z górki. Chmury zbierały się ze wszystkich stron i w Popradzie dopadła nas ulewa. Po zakupach siedzieliśmy jak ta dwójka bezdomnych pod mostem i grzaliśmy mrożone risotto. Apropo... nie możemy znaleźć w tutejszych sklepach gotowych dań ze słoików jak w Polsce. Słowacy nie wiedzą co dobre ;) Dlatego jako zamiennik znaleźliśmy mrożonki. Kiełbasa też tu wygląda i smakuje inaczej. Lata temu zajadałem się tutejszymi pistacjami bo były tanie. Dziś kosztują astronomiczne pieniądze. Jeśli chodzi o infrastrukturę to przychylam się do opinii, że Słowacy też mają Tatry i mają porządną kolej, która wjeżdża na 1340 m n.p.m., mają w rejonie autostradę i normalną drogę na poziomie. Zgodzę się, że to wszystko ma już swoje lata, ale my też mamy Tatry i na myśl o dojeździe autem czy pociągiem do Zakopanego, człowieka terepie. Niestety opady nie ustawały w Popradzie. Postanowiliśmy jechać na południe w kierunku Niżnych Tatr. Gdy mieliśmy nadzieję na poprawę pogody to wtedy grzmiało i padało jeszcze bardziej. Po 20.00 podjęliśmy decyzję o noclegu pod dachem i to był dobry wybór. Wylądowaliśmy w miejscowości Vernar i na chwilę zapomnieliśmy o namiocie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz