O blogu

Witam na blogu rowerowo-podróżniczym. Powstał on z myślą, aby wreszcie w jednym miejscu umieścić relacje i zdjęcia z wyjazdów, w których uczestniczyłem. W tym miejscu będę zamieszczał informacje ze swoich bieżących wycieczek, tych mniejszych i tych większych. Tytuł blogu, umieszczony powyżej nie bez powodu tak brzmi, bo rower to nie tylko rozrywka na niedzielne popołudnia, ale i świetny środek transportu do poznawania nowych miejsc. Świat postrzegany z rowerowego siodełka jest inny niż ten widziany przez szybę samochodu. Aby przekonać się o tym nie trzeba mieć formy zawodowego kolarza, ani drogiego roweru, wystarczy być otwartym i gotowym na przygody.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Adriatyk tour - Dzień 6-7

Czarnogóra. Jak ten kraj opisać ?. Opisze po krótce wrażenia i wydarzenia z pobytu w tym państwie. Tak jak wspominałem, piątego dnia z Chorwacji wjechaliśmy do Montenegro. Nie był to zwykły wjazd bo celnik zapytał o zieloną kartę na rower. Dopytywałem o co chodzi, a gość służbowym tonem powiedział, że w budynku obok mamy kupić ten dokumencik za 10 euro. Zacząłem grać, że nie rozumiem, z przeświadczeniem że chodzi mu o łapówkę. Ale gość w końcu  nie wytrzymał i wybuchł śmiechem. Wkręcał mnie i wzrokiem pokazał żebyśmy razem wkręcili Sabinkę w ten sam numer :D. Po wjechaniu tutaj od razu widać, że jest dużo mniej zagranicznych turystów. Chorwacja jest wymuskana, a tu panuje lekki rozpiernicz: tam nie ma barierki, tu dziura w drodze że koło by urwał, ktoś inny wali na czerwonym. Kraj biedniejszy, ale z nutką egzotyki. Przypomina mi troche ukrańskie klimaty. Jak dzieci przechodziły na pasach to kierowca obtrąbił je, a co niech się za młodu uczą szacunku do samochodów. Tu też jest kult auta, mnóustwo myjni i serwisów przy drodze. Ogólnie drogi są lepsze niż na Ukrainie. Czarnogórcy, w górach kują w litej skale i puszczają drogi. Mają świetne sprzęty do tego. Tego kraju nie ma w unii, ale walutą obowiązują jest Euro. Po angielsku bez problemy idzie sie dogadaç. Jest taniej niż w Chorwacji, najbardziej do gustu przypadły nam te francuskie drożdzóweczki. Mistrzostwo świata. Z miejscówkami pod namiot nie ma problemu, Pierwszą noc spaliśmy na ścieżce podejścia samotów do lądowania. Niewykluczone, że piloci A320 mogli zobaczyć nieco więcej niż powinni bo akurat jedno z nas brało prysznic. Apropo kąpieli to tutaj też jest dostęp do morza, ale publiczne plaże nie mają pryszniców. Ma się wrażenie że hotele zabrały najlepsze miejscówki. Zauważalne jest takze to że część wczasowiczów odpoczywa w pięknej Chorwacji, a część w nieco biedniejszym Montenegro. Ale nie ma powodu do wstydu. Ten kraj ma bajeczną Zatoke Kotorską ze świetnymi promami, które za darmo transportują ludzi na drugą stronę. Warto przepłynąć się dla samej frajdy, warto też serpentynami dostać się miejscowości Centije i zobaczyć zatokę z 900 m n.p.m. Widoki miażdzą. Podobnie jest z  dopływami Jeziora Szkoderskiego położonego pod granicą z Albanią. Czarnogóra to generalnie źyzne gleby i góry. Oj dostaliśmy w kość na podjazdach. Wciàż wstajemy o 5.00 więc do "palmy" mamy ukręcone 40-50 km. Później plażujemy i pod koniec dnia kręcimy jeszcze ze dwie dyszki kilometrów. Patrząc po bilansie awarii narazie dajemy radę: wkręciło mi łańcuch w korbe do tego stopnia ze musialem ja wykrecic z roweru. 3-kilogramowy worek narzędzi zrobił robotę bez wyłamywania przedniej przerzutki. W Igalo przewrócił mi się rower- wyłamało klapkę od GPS. Utracił wodoodporność ale taśma izolacyjna działa cuda. Generalnie narazie wszystkie miejscówki mamy "na dziko" tzn.w rowie, na fundamencie nieukończonego domu. Jest OK. Spotkaliśmy na drodze do Kotoru dwójkę polaków na rowerach. Pozytywny team - pozdrawiamy.

Adriatyk tour - Dzień 5

Długo nie było wpisu, a to dlatego że zmieniliśmy kraj i padła mi bateria w telefonie. Możliwe, że nie damy rady opublikować wszystkich wpisów zapisanych na kartce papieru. Wtedy posty zostaną przepisane i zamieszczone po powrocie do domu. Poniżej wpis z 5-go dnia.
Rankiem, w poniedziałek (19.06.2017) odwiedziliśmy Kupari pod Dubrownikiem. Jeżeli ktoś regularnie jeździ w tamte rejony, to polecamy odwiedzić to miejsce. Kupari to kurort opuszczonych hoteli po ostatniej wojnie w Jugosławi. Wrażenia nieziemskie. Chodzisz korytarzami i widzisz te wszystkie zdobione płytki, zrujnowane fikuśne schody, powybijane okna i ściany z odpryskami po pociskach. Zastanawisz się jak to wyglądło przed wojną. Gdy obserwujesz to wszystko tuż po wschodzie słońca, przy pustej okolicy, to masz wrażenie że wojna skończyła sie tutaj wczoraj, a nie 20 lat temu. Nie bede tu pisał o genezie konfliktu bałkańskiego, ale jak widze nagrobki żołnierzy w rożnych miastach, to myśle sobie wtedy, że jakaś matka albo żona pewnie płacze do dziś. Ktoś, kiedyś zrobił tym ludziom wielką krzywdę, ale to temat na oddzielną dyskusje. W każdym razie jest tutaj dużo znaków wojny.
Dziś staliśmy przed granicą z Czarnogórą i paliliśmy się w słońcu. Gdy wybieraliśmy sie tutaj i rozmawiałem z kolega z pracy, to powiedział ze upał tu jest konkretny i juz mi współczuje :D. Pozdrawiamy z pierwszej plaży w Czarnogórze.

niedziela, 18 czerwca 2017

Adriatyk tour - Dzień 3-4

Zrobilismy wczoraj Makarska Riwiere. Piekne zatoki, blekitna woda i bardzo sprzyjajaca pogoda. Narazie max. temp. jaką odnotowaliśmy, to +31C. Jak sie tak przyjrzec to jest tutaj mnostwo Polakow. Stoisz w kolejce do kasy i pani mowi gosciowi ze moze placic w złotówkach jak chce, drugi za nim robi ździwioną mine i mówi: "O! To można płacić w złotówkach." Na plaży też jest swojsko. Sami Polacy do okoła. Nie wstyd zajadać się pasztetem, czy nawet załoźyć skarpetki do sandałów ;). To pierwsze robimy notorycznie, a co sandałów to oczywiście zabraliśmy z Polski. Generalnie w wodzie siedzą sobie jeżowce i trzeba uważać. Na szczęście woda jest tak czysta że z 2 metów je widać. Wczoraj spaliśmy w delcie rzeki Neretva. Byłem pewny że woda będzie wciaż słona, ale nic bardziej mylnego- mimo poziomu 0 m n.p.m., była bardzo słodka. Wybrzeże Adriatyku ma to do siebie ze śniadanie zjedliśmy w Bośni i Hercegowinie a obiad już na Chorwacji.Dziś szarpliśmy 90 km. Dojechaliśmy do Dubrownika. Wspaniałe, górzyste miasto z wyjątkową twierdzą. Jak na kurort to, liczba turystów zabija. Opłaty za parking (25 zł/godzina), czy za wstęp na mury twierdzy (93zł) nie powinny nikogo dziwić. Oni z tego zyja, wszystko jest wymuskane, choć należałoby zadać pytanie o granice absurdu. Dwie rzeczy ktore nam sie srednio spodobaly to układ dróg jednokierunkowych w całym mieście oraz plaże. Poza Dubrownikiem można znaleźć zdecydowanie ładniejsze i większe zatoki do kàpieli. Widok otwartego morza i wysepek z Dubrownika po prost miaźdzy.i to trzeba im przyznać. Co zobaczymy dalej to sie okaze. Generalnie jak na wakacje przystało, to wstajemy prawie normalnie czyli budzik dzwoni o 5.00. Tylko w ten sposob jestesmy wstanie roboc dystanse w zjadliwej porze dnia.

P.S. Przykleiliśmy naklejke PL na sakwie Sabinki. Jak narazie wszyscy Polacy ktorzy nas zaczepiaja mysla ze przyjechalismy tutaj z Polski. Szybko wyprowadzamy ich z błedu.
Dobranoc. Pozdrawiamy z kamieniołomu.

piątek, 16 czerwca 2017

Adriatyk tour- Dzień 2

Już wiem dlaczego ludzie zbierają plastikowe butelki. Za kazda sztuke na skupie płaca 0,32 zł. Dawno temu, podobną kwote dostawałem za butelki po piwie jak notorycznie je sprzedawalem. Ale to inna bajka.
Dotarliśmy do Splitu nocnym pociagiem. Bilety w jedna strone mialy kosztowac nss 445 kun. Finalnie kupilismy je na promocji za 286 kun (177 zł). Jedna i druga cena warta zachodu bo sceneria w trakcie wschodu slonca- bajkowa. Wystajace spalone szczyty gor i mgla wdzierajaca sie od morza- coś pieknego. Pierwsze co zrobilismy w Splicie, to kapiel w morzu. Nie wiemy jakie jest zasolenie w Adriatyku, ale ciezko sie utopic. Na plazach panuje luz, mimo zakazow ludzie jezdza rowerami i wyprowadzaja psy. Udarlismy dzis 50 km. Temperatura 29C palila okropnie. Woda w morzu zimna, ale prysznic na plazy po kapieli, absolutnie wspanialy. Zwlaszczy jak czlowiek nie myl sie 2 dni. Podjezdzalismy dzis do Makarskiej. Podjazdy  200 metrow w pionie robia wrazenie. Mozna sie poczuc jak w wysokich gorach tylko ze tu na kazdym zakrecie jest "Wow" jesli chodzi o widoki. Problemy z miejscowkami pod namiot mialy byc i sa. Chorwaci zagospodarowuja wszystko jak leci. Pierwsze potencjalne miejscowki dostrzeglismy dopiero po 40 km. Teraz zasypiamy w suchym na pieprz zagajniku. Jest tak sucho ze zrezygnowalismy z odpalania kuchenki, zeby nie furkną. Pozdrowienia

Adriatyk tour - Dzień 1

Szóstke chciałem wrzucać na węgierskiej autostradzie i skrzyni mi brakło bo ma tylko pięć biegów. O 13,00 dojechalismy samochodem do Zagrzebia. Podroz przebiegla dobrze, najgorszy odcinek to... wyjazd z Rzeszowa, najlepszy fragment to przerwa nad Balatonem ale o tym innm razem. Zagrzeb to bardzo ladne miasto, smialbym zaryzykowac ze to zielona stolica. Jest tutaj mnostwo parków, fontann oraz pojedynczych drzew. Nie wiem od czego to zalezy, ale tutejsze +29C pali bardziej od tego Polskiego. Nad morzem pewnie bedzie gorzej. Z innych aspektow, to troche dziwne, ale ludzie tutaj zbieraja plastikowe butelki PET. Pytaja nawet czy nie moga zabrac naszych. Pewnie chodzi o jakis biznes i zapewne nie jest to produkcja sweterkow polarowych. Nasze auto porzucilismy na jakims osiedlowym parkingu i teraz lecimy nocnym pociagiem do Splitu. To bedzie kolejna wymeczona noc. Mlodziez z kuszetek łazi po calym pociagu i szuka gniazka 220V do podladowania smartfonika. Cztery razy wstawalem i zamykalem za nimi drzwi. Ehhh...o 7,00 rano dojedziemy nad Adriatyk. Dobranoc

wtorek, 13 czerwca 2017

Adriatyk Tour - (prolog)

Pakujemy się, bynajmniej nie od dziś. Już od jakiegoś czasu zbieramy rzeczy, podklejamy, prostujemy i szyjemy żeby kolejny raz dały radę. Gdy zaczynaliśmy nakręcać całą tą machinę to pierwsza myśl brzmiała: "nie chce mi się", "po co to wszystko". Po co znowu szukać map, naprawiać 22-letni samochód, sprawdzać czy stare koło w rowerze wytrzyma ?. Nie można tak po prostu wziąć wczasów all inclusive i delektować się smakiem margerity na zamkniętej plaży ?.  Nie ! To jeszcze nie ten czas. Te wszystkie rozterki to tak naprawdę już jest podróży, ona już trwa w naszej świadomości. Ten namacalny aspekt pojawi się w najbliższą środę wieczorem, gdy ruszymy samochodem do Zagrzebia. To początkowe znużenie i zastanawianie się co tym razem zabrać, szybko nam przeszło. Dziś przez moją głowę przelatują tysiące myśli, dobija się ta podróżnicza euforia. Ten stan próbuje popchnąć mnie nie tylko do dwutygodniowego urlopu, ale do czegoś dużo bardziej ambitnego. Może by tak rzucić to wszystko, siąść na rower i w duecie pojechać na koniec świata. Jesteśmy prawie spakowani jak na kraniec świata. Nasze sakwy łącznie ważą 36 kg. Dziś pewnie szybko nie zasnę, ale obiecuję że wrócimy. 

P.S. Bieżąca relacja z drogi tradycyjnie pojawi się na blogu już w następnym poście (mam nadzieję). Wpisów na facebook'u nie będzie. Mój telefon niestety współpracuje tylko z bloggerem. Do usłyszenia. Trzymajcie kciuki.

środa, 31 maja 2017

Szybka akcja w Beskidzie Wyspowym

Bez zbędnego pisania, w linku poniżej umieściliśmy krótka relacja z naszej jednodniowej wycieczki rowerowej. Zapraszamy.

>>>>LINK

czwartek, 27 kwietnia 2017

Maska antysmogowa Dragon Sport rozmiar XL - opinia użytkownika (cz. II)

W tym poście mogliście przeczytać pierwszą opinię na temat tej maski. Sezon na jej użytkowanie praktycznie się skończył, więc pora prześwietlić temat do spodu. Poprzednio pisałem, że jestem zadowolony z tego produktu, teraz przeanalizujemy jak wygląda maska po kolejnych tygodniach użytkowania.

1.Ocena stanu maski.
Jak możecie zobaczyć na zdjęciu w tytule, aluminiowa blaszka u góry, dociskająca filtr do nosa, pękła na pół i teraz jest w dwóch kawałkach. Brak docisku powoduje, że zaciągam "lewe" powietrze od strony nosa i skuteczność maski znacznie spadła. Blaszka pękła, ponieważ w trakcie zakładania i zdejmowania maski, ten kawałek "amelinium" cały czas pracuje/wygina się. W skrócie mówiąc nastąpiło zmęczenie materiału i "krach !".
Na poniższym zdjęciu natomiast widać jak maska zaczyna się pruć. Wszytko przez to, że rzep zaciąga neopren i zaczyna go strzępić. Starałem się na to uważać, ale finalnie nie udało mi się, więc teraz wystają mi kołtuny nici.
Następna sprawa, to odklejenie się lamówki na bocznej siatce. Niby szczegół, ale nie powinno tego być w masce za 129 zł.
Poza powyższym, więcej usterek nie zauważyłem.

2.Ocena użytkowania.
Żeby nie było, że tylko krytykuję, to muszą napisać to szczerze: maska świetnie filtruje. W tym sezonie nie miałem ani razu kaszlu po jeździe na "świeżym" powietrzu. W badania producenta można wierzyć, albo i nie, ale ja widzę efekty na własnym organizmie, że jest lepiej i za to daję zasłużoną pochwałę. Poniżej na zdjęciu widać wszystkie warstwy jakie doszukałem się w zużytym filtrze. Jego wymiana w moim przypadku nastąpiła po 30 godzinach użytkowania (producent deklaruje wymianę w przedziale 20-50 godzin).

3. Co poprawiłbym w masce ?.
Ten punkt to pokłosie pierwszego punktu. Przede wszystkim wymieniłbym aluminiową blaszkę na stalową. Będzie sztywniejsza, bardziej wytrzymała i nie będzie się tak wygnać przy zakładaniu i zdejmowaniu maski. Kolejna rzecz, to obszyłbym krawędzie elastyczną lamówką i temat zaciągania przez rzep czy ciągnących się nici przestanie istnieć. Następny krok to obszycie istniejących lamówek na siatce. Fabryczne zaprasowania żelazkiem to za mało i w tej formie to się będzie odklejać.

4. Co z gwarancją i obsługą producenta/sprzedawcy ?.
W poprzedniej części testu pisałem, że pierwszą maskę Dragon Sport zareklamowałem po 2-uch tygodniach. Te wszystkie usterki, które opisałem w tym poście wydarzyły się już w drugiej sztuce, która była fabrycznie nowa. Wady jakie wystąpiły w pierwszym i drugim egzemplarzu są bardzo podobne. Według mnie producent nie przewidział, że ktoś będzie korzystał z maski dzień w dzień. Gdyby tak było zastosowałby inne rozwiązania zwiększające trwałość. A tak mamy bilans: 2 tygodnie dla pierwszej maski i 6 tygodni dla drugiej maski. To jest raptem dwa miesiące. Przepraszam bardzo, ale za tą cenę to jest mało. Myślę, że jakbym korzystał okazyjnie z tej maski, to nie miałbym w ogóle problemu. U większości użytkowników zaprezentowane wady pewnie nigdy nie wystąpią. Ja w sezonie grzewczym korzystałem z maski codziennie bo na osiedlu domków jednorodzinnych, przez które przejeżdżałem jak nie miało być smogu, to i tak był. Jak wiadomo w piecu węglowym świetnie palą się butelki PET i stare panele. 

Nie reklamowałem kolejny raz maski, bo bardzo ją lubię i po moich naprawach wg. punktu trzeciego, będzie ona wciąż spełniać swoją funkcję. Poprosiłem producenta o zwrot 40% wartości maski i zgodził się na tą propozycję. Uważam, że to było uczciwe posunięcie. W całym tym zamieszaniu, sprzedający za każdym razem bardzo profesjonalnie podchodził do problemu i na każdym etapie, poczuwał się do odpowiedzialności za swój produkt.

                                                               *   *   *

Podsumowanie
Podtrzymuję swoją ocenę, że jestem zadowolony ze skuteczności maski i z takiego zakończenia sprawy reklamacji. Patrząc globalnie na temat należałoby się zastanowić, czy to wszystko aby na pewno jest tyle warte. Gdybym korzystał z maski od święta, pewnie nie zaczęłaby się rozłazić i nie powstałby drugi epizod tej opowieści. A tak, mam rozszerzony podgląd w tym temacie. Czy konkurencja sprzedaje coś lepszego i trwalszego - nie testowałem, więc nie będę się wypowiadał. 

wtorek, 18 kwietnia 2017

R jak Romania - epilog (zdjęcia)

Ilekroć tworzymy galerie zdjęć, to tak jakbyśmy przeżywali tą podróż na nowo. W głowie wtedy budzą się wszystkie wspomnienia, widoki, obawy, zmagania z podjazdami. Z perspektywy czasu, zawsze wszystko wygląda inaczej. Kilka rzeczy poprawilibyśmy albo rozegrali inaczej, żeby z urlopu wycisnąć jeszcze więcej. Ale żeby nie było, niczego nie żałujemy- dla nas to była świetna podróż. Fakt jest faktem, że opublikowanie galerii schodzi nam coraz dłużej. Miejmy nadzieje, że w przyszłości nie przekroczymy jednego roku. To jest tak, że nie chcemy odstawiać przysłowiowej chały i nie wrzucimy tak po prostu 2000 zdjęć. Wybraliśmy dla Was 160, w tym 3 krótkie klipy i to jest i tak za dużo. Wszystkiego nigdy nie będziemy w stanie pokazać ani opowiedzieć. Tam trzeba samemu pojechać i wszystko to odkryć dla siebie :).

Zapraszamy do galerii -> https://ciosna.dphoto.com/#/album/fe04cm/photo/44160558

W zależności od przeglądarki internetowej, do wyświetlenia może być konieczny Adobe Flash Player.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Pogórze Rzeszowskie - Biała, Borówki, Błędowa Tyczyńska, Słocina

Rozpoczęliśmy już na dobre sezon rowerowy. Wraz z nami tysiące kleszczy w trawach i setki motocyklistów, którzy zgromadzili się dzisiaj na Podpromiu. Niesamowite jest obserwowanie kogoś starszego, kto uczy się jeździć na rolkach, przewraca się i wywołuje to w nim szczerą radość. Jesteśmy narazie bez formy, zapuszczeni po zimie. Tylko nasze rowery są sprawne, bo zużyte komponenty naprawiliśmy albo wymieniliśmy na nowe. Dlatego dziś bez szaleństw postawiliśmy na pagórki Pogórza Rzeszowskiego.


Wzdłuż Wisłoka, ścieżką rowerową pomknęliśmy na Białą- byleby tylko nie jechać rozkopaną ul.Sikorskiego.

Z głównej drogi na Dynów, gdzie był spory ruch, skręciliśmy na Borówki i rozpoczął się spokojny podjazd sięgający 14%.

Przyrodzie ewidentnie brakuje jeszcze wybarwienia.

Słońce dziś pięknie opalało - temperatura w cieniu sięgnęła 22°C.



W Borówkach skręciliśmy w lewo w kierunku Błędowy Tyczyńskiej i klimaty zrobiły się takie jak lubimy.
 
 Dojechaliśmy do stawów w Chmilniku i wytraciliśmy całą wysokość.

Ale żeby nie było za lekko, to do Rzeszowa wracaliśmy przez Matysówkę. I znowu był podjazd.

Widok na Rzeszów z perspektywy Słociny.

Naszą wycieczkę zakończliśmy w Parku Szafera na Słocinie. Gdy drzewa nie mają liści, to wtedy doskonale widać ile jest tutaj ptasich gniazd.

                                                               *  *  *
Przyroda dopiero zakwita, widać to po trawie i pąkach drzew. Na wybarwione zdjęcie, przyjdzie jeszcze poczekać. Jeśli ktoś nie przygotował swojego roweru do sezonu, to jest to najwyższa pora. Zapewne wiosna jeszcze pokaże swoje mokre oblicze, ale póki co trzeba łapać promienie słońca. Zmęczyliśmy się dzisiaj, choć trasa nie była wymagająca. Uwielbiamy jeździć po szutrowych drogach, z dala od zabudowań i natłoku samochodów. Wtedy ładują się nasze akumulatory. Mapka do naszej dzisiejszej trasy znajduje się poniżej. Życzymy wszystkim udanego sezonu.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Maska antysmogowa Dragon Sport rozmiar XL - test, opinia użytkownika (cz.I)

Nie jest tajemnicą, jakie marne powietrze mamy zimą w Polsce. Jeszcze kilka lat temu o smogu bardzo rzadko się mówiło, a dziś na potęgę się nim straszy. Ten problem istnieje i kwitnie od dziesięcioleci. Społeczeństwo zrobiło się jednak nieco bardziej świadome i stąd cały ten szum. Powiedzmy sobie szczerze, to dobrze że dostrzegamy konsekwencje tego czym palimy w piecu i tego czym tak naprawdę oddychamy.
Jako, że od stycznia śmigam dzień w dzień do roboty na rowerze, to postanowiłem zakupić sobie maskę antysmogową Dragon Sport. Poniżej, w kilku słowach przedstawię moją opinie o niej:
1. Cena. Czyli co zawiera opakowanie i ile to kosztuje.
Za 129 zł otrzymujemy maskę neoprenową (dostępne są różne rozmiary), dwa wymienne filtry N99 oraz instrukcję. Otrzymany zestaw jest kompletny i gotowy do użycia. Żywotność filtra, w zależności od intensywności użytkowania wynosi od 20 do 50 godzin. Jeśli miałbym odnieść koszt tej maski do konkurencji, to wychodzi to średnia półka. Nie jest to produkt najtańszy, ani też nie jest najdroższy (są maski antysmogowe za ponad 300 zł)
Moja ocena kosztów zakupu:
3/5 pkt.


2. Jakość.
Maska jest wykonana z neoprenu, który faktycznie jest elastyczny. Na wysokości nosa jest blaszka dbająca o lepszy docisk maski w tym miejscu. Filtr przymocowany jest na plastikowych zaworach zwrotnych, które również w razie potrzeby możemy wymienić za 9 zł. Jeżeli chodzi o wytwarzanie, to na pudełku czytamy: "Zaprojektowano w Polsce, wyprodukowano w Chinach". Nowa maska (nie filtr) ma specyficzny zapach z produkcji i znika on po mniej więcej 2-tygodniach użytkowania. Nie jest to jakiś intensywny zapach, nie wykręca też nosem. Jest to potwierdzenie, że mamy do czynienia z produktem, z Chin. Z zauważonych rzeczy: maska trzyma się na rzepie i ostra strona rzepa zaciąga neopren po drugiej stronie. Wynika to z tego, że krawędzie nie są obszyte jakąkolwiek lamówką. Moim zdaniem można by to poprawić. Może nie na całej długości, ale częściowo na pewno. Kolejna rzecz zależna już jest od anatomii twarzy. Zauważyłem, że w okolicy nosa (gdzie jest metalowy docisk) wdychałem "lewe" powietrze. Aby uszczelnić maskę, podkleiłem tam sobie małe gąbeczki i filtr jest już dociśnięty do skóry. Możliwe, że u innych osób nie będzie w ogóle tego problemu (każdy nos ma swój kształt). Trzecią rzecz, którą zauważyłem, to po 2-tygodniach zaczęły odklejać się boczne siatki. Jak tylko to wykryłem, maska poszła do reklamacji, ale o tym później.
Ocena jakości wykonania:
3/5 pkt.

Widok maski od środka. Te dwa czarne kółka w środku to zawory zwrotne. Widoczne niebieskie gąbki, to moja modyfikacja, aby maska lepiej przylegała do nosa.
3. Funkcjonalność.
To moim zdaniem najważniejsza cecha maski antysmogowej. Maska Dragon Sport plus dołączony filtr bardzo dobrze sobie radzi z marnej jakości powietrzem. Ewidentnie czuć różnice po założeniu maski. Codziennie przejeżdżam przez osiedle domków jednorodzinnych. Widać po kolorze dymu, że ludzie palą różnym dziadostwem. Oddychanie z maską i bez maski, to jak dwa różne światy. Wcześniej po jeździe w zimie dopadał mnie kaszel, który po kilku godzinach ustępował. Po miesiącu jeżdżenia w masce antysmogowej, nie zakaszlałem ani razu. Według producenta, dostarczony filtr N99 zatrzymuje: kurz, pleśń, spaliny, dym tytoniowy i zawiesiny stałe PM2,5 oraz PM10. Nie wiem czy zatrzymuje to wszystko, ale ja czuje znaczną różnicę, więc wierzę, że tak jest. Oczywiście trzeba sobie wprost powiedzieć, że skoro maska działa, to wdychanie powietrza do płuc jest nieco przyhamowane. Moim zdaniem trening z dużą intensywnością odpada - nie jesteśmy w stanie wciągnąć tyle powietrza ile potrzebuje nasz organizm. Chciałbym zaznaczyć, że jak np. jedziemy rowerem i oddychamy przy -10°C to filtr już po kilku kilometrach robi się mokry od pary z ust. To jest normalne zjawisko i bądźmy świadomi, że mokry filtr jeszcze bardziej hamuje przepływ powietrza przy wdechu. Wydech jest bezproblemowy w masce - są dwa zawory zwrotne i nim bez trudu wydostaje się powietrze na zewnątrz. Przy dojazdach do pracy, gdzie mam normalne tempo i tętno nie mam najmniejszych problemu z nabraniem powietrza. Przy intensywnym treningu czuje się jakbym się podduszał.
Moja ocena funkcjonalności
4/5 pkt.


4. Koszty użytkowania.
Tutaj nie ma problemu. Jak deklaruje producent filt należy zmieniac co 20-50 godzin. Koszt pojedynczego wkładu to około 8 zł. Nie jest to dużo, zważywszy że w konkurencyjnych maskach cena wynosi około 50 zł. 
Moja ocena kosztów eksploatacji:
4,5/5 pkt.

Wymienny filtr N99
5. Obsługa zewnętrzna.
Maskę zamówiłem przez internet na stronie internetowej producenta i tutaj odniosę się do tego jak zostałem obsłużony. Zakup i wysyłka sprawnie przebiegły. Na witrynie sklepu możemy śledzić status zamówienia. Jeśli możliwe są opóźnienia to sprzedawca o tym informuje przed zakupem. Zdarzyła mi się reklamacja. Tak jak pisałem wcześniej maska delikatnie się rozkleiła. Nie wypływało to na działanie produktu, ale moim zdaniem za 129 zł mamy prawo już wymagać. Producent stanął na wysokości zadania i natychmiast wysłał mi nową maskę kurierem. Poprzednią maskę ten sam kurier zabrał na koszt sprzedawcy. Bardzo profesjonalne podejście.
Moja ocena obsługi i podejścia do klienta:
5/5 pkt. 


Podsumowanie.
Maska spełnia swoją funkcję czyli filtruje i to jest dla mnie najważniejsze. W normalnej jeździe po mieście, z prędkością 18 km/h daje sobie radę. Gdybym chciał intensywniej trenować, albo biegać w niej po schodach - mógłbym się udusić. Byłem całkowicie świadomy tej cechy w momencie zakupu. Jak poszperamy w internecie, to znajdziemy opinie, że maski innych producentów również hamują dostęp wdychanego powietrza. Z tej perspektywy wydaje się to być zrozumiałe, w końcu filtr musi działać.  

Gdyby ktoś zadał mi pytanie: Czy kupiłbym ponownie tą maską ?. I zaproponował odpowiedzi:
- ZDECYDOWANIE TAK;
- TAK;
- NIE WIEM - ZASTANOWIŁBYM SIĘ;
- NIE;
- ZDECYDOWANIE NIE;
To moja odpowiedź brzmi - TAK.

Ostateczna ocena maski to:
3,9/5 pkt.
Klikając tutaj przejdziesz do drugiej części testu.

niedziela, 1 stycznia 2017

Happy New Year 2017

Rok 2016 zakończyliśmy w Bieszczadach. To był zdecydowanie dobry czas, z fajnymi wyjazdami i wycieczkami. Mamy nadzieję, że 2017 rok również będzie owocny i pełny przygód. Gorąco życzymy tego Wam i sobie.
Relacje z naszej sylwestrowej wędrówki można znaleźć na naszym facebook'owym profilu  >>Link